„Korona Śniegu i Krwi” – recenzja Tomasza Wiśniewskiego

2 lipca 2013

korona_okladka

 

Audiobooki oraz słuchowiska kojarzyły mi się zawsze z uczniami, którym nie chce się czytać lektur. Nudny, monotonny głos lektora albo wręcz przeciwnie – błazenada podobna kabaretom. 

 

Do sięgnięcia po dźwiękową wersję powieści pt. „Korona Śniegu i Krwi” zachęcił mnie patronat Fundacji na Rzecz Europejskiego Dziedzictwa Kulturowego „Patrimonium Europae”. Zasadniczo tak zaczęła się moja współpraca z Fundacją. Małe, pobudzające wyobraźnię logo obok innych znaków graficznych patronatów medialnych: Radia Merkury, „Głosu Fantastyki”, „Opętanych Czytaniem” itd. 

 

Rozkładany na cztery części digipack z wizerunkiem zwierząt herbowych oraz mapką Polski dzielnicowej robi bardzo dobre wrażenie. Trochę nie wierzyłem, że trzymam w ręku „megaprodukcję z udziałem 80 aktorów”. Książeczka dołączona do płyt rozwiała moje wątpliwości; faktycznie zatrudniono aż tyle osób! 

 

Bardzo przyjemnie słuchało mi się narracji Krzysztofa Radkowskiego, Łukasza Chrzuszcza jako Przemysła II. Zaskoczyła mnie obecność Anny Sandowicz związanej z Teatrem Polskim w Poznaniu, a znanej także z serialu pt. „Barwy Szczęścia”. 

 

Trzy płyty, ponad 30 godzin słuchania. Brzmi „morderczo”, ale z drugiej strony ile czasu tygodniowo spędzają przed odbiornikami telewidzowie? 

 

Czytam z własnej nieprzymuszonej woli od czwartej klasy szkoły podstawowej. Nie nudzi mi się ta czynność. Bałem się jednak, iż po kilkudziesięciu minutach siedzenia i słuchania „umrę z nudów”. Nic bardziej mylnego. Trochę wstyd mi samemu przed sobą, ale zauważyłem pewną przewagę audiobooka nad książką. Osiemdziesięciu aktorów szeptało tylko do moich uszu – czasem złowieszczo lub zabawnie, innym razem patetycznie czy namiętnie – opowieść o rozbiciu dzielnicowym.  

 

Nie mam zamiaru opisywać fabuły słuchowiska, ponieważ nie odstaje ona od wersji książkowej. Okres rozbicia dzielnicowego wydaje się być tematyką skomplikowaną i mało atrakcyjną. Autorka udowodniła jednak, że może być inaczej. Rozdrobnienie feudalne nie znajduje raczej wielu miłośników wśród amatorów historii, jednak przygody Przemysła II, które są clou „Korony Śniegu i Krwi” mogą to zmienić. Historia opowiedziana jest w sposób zajmujący i żywy, co jest nie tylko zasługą Elżbiety Cherezińskiej, ale w przypadku tej produkcji także i aktorów. 

 

Dla autora prozy pragnącego osadzić akcję swojej powieści w przeszłości wielką pułapką może okazać się język. Słuchając o książętach dzielnicowych i świecie, w którym żyli nie miałem uczucia uczestniczenia w sesji gry fabularnej. Język nie jest na siłę archaizowany, nie razi natłok takich słów jak: niewiasta, białka, zawżdy etc. Nie potrzebny jest także słowniczek zawierający co bardziej „średniowieczne” słowa. Mimo, iż ktoś mógłby zarzucić autorce zbyt współczesny język, moim zdaniem jest on odpowiedni. Spragnionych „średniowiecznej polszczyzny” odsyłam do Andrzeja Sapkowskiego lub tekstu „Bogurodzicy”. 

 

Aspektem słuchowiska, któremu należy się osobny pokłon jest muzyka. Skomponował ją Tadeusz Gauer, z którym rozmowę można przeczytać TUTAJ. Kompozytor w wywiadzie stwierdza nawet, że pisarstwo Elżbiety Cherezińskiej to „muzyczne powieści”. Gauer w inspiracjach wymienia Zimmera, Pärta,, Mozarta, Szostakowicza czy Strawińskiego, co niewątpliwie słychać. Powinno to starczyć jako absolutna rekomendacja!

 

Reżyserią zajął się znany z Radia Merkury Robert Mirzyński, wielokrotny laureat Grand Prix na sopockim Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Telewizji „Dwa teatry”. Rozmowę z nim można przeczytać TUTAJ. Zaangażowanie tak utytułowanej postaci świadczy o rozmachu przedsięwzięcia jakim niewątpliwie jest „Korona Śniegu i Krwi”.

 

Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić do przesłuchania tego ciekawego albumu zarówno wiernych miłośników twórczości Elżbiety Cherezińskiej, wielbicieli słuchowisk jak i osoby, które spotykają się z tą formą oraz autorką po raz pierwszy.

  

Tomasz Wiśniewski