Menuo Juadaragis XVI – relacja Tomasza Wiśniewskiego

28 sierpnia 2013

Szesnasta edycja tego kultowego już festiwalu odbyła się w Zarasai (pol. Jeziorosy), nieopodal granicy litewsko-łotewskiej. Na miejsce dotarłem chwilę po otwarciu pola namiotowego, tj. w piątek, około godziny 10.00. Po dopełnieniu formalności (opłaty za parking, namiot, sprawdzenie samochodu przez ochroniarzy czy nie wwozimy swojego alkoholu) wjeżdżamy na festiwalowy parking. Samochodów na razie było jeszcze bardzo mało, co z godziny na godzinę ulegało zmianie. Rozbiliśmy namiot w pobliżu lasu, naszymi sąsiadami było kilka litewskich rodzin.

 

menuo5

 

Za parę godzin miały rozpocząć się koncerty, coraz więcej ludzi rozbijało namioty, tymczasem organizatorzy zupełnie spokojnie rozstawiali kramy, namioty z jedzeniem, wieszają dekoracje. Wstąpiliśmy na plaże, na której ku mojemu zdziwieniu rozstawiono stoliczki z szamponem i mydłem.

 

Podobnie jak w poprzednich latach przygotowano trzy sceny, ponadto odbywały się spontaniczne koncerty w „wiosce rzemieślników”. Te ostatnie cieszyły się dużym zainteresowaniem tancerzy. W namiocie kinowym oprócz projekcji litewskich i łotewskich filmów można było wysłuchać wykładów prowadzonych w języku litewskim. Jedyny anglojęzyczny wykład, na który się natknąłem poświęcony był kronice neofolku. Prelegentem był Robert N. Taylor, znany z amerykańskiego zespołu Changes.

 

menuo3

Oprócz znanych z polskich imprez rekonstrukcyjnych atrakcji typu strzelanie z łuku, lepienie z gliny czy plecenie krajek prowadzone były zajęcia dla dzieci polegające na wyplataniu ozdób ze słomy. Widok skupionych kilkulatków, splatających ze sobą słomę pozwolił mieć nadzieję, że rozrywkę dla dzieci mogą stanowić nie tylko komputery. Zajęcia te odbywały się w „wiosce rzemieślników”, w której można było porozmawiać z zielarzami o działaniu sprzedawanych przez nich mieszanek ziołowych, spróbować dmuchania szkła oraz poobserwować rzeźbiarza przy pracy. Wszystkie kramy rzemieślników cieszyły się sporym zainteresowaniem, chociaż najbardziej oblężonymi były te oferujące biżuterię. Moją uwagę zwróciły stosunkowo duże rozmiary fibul, zawieszek itd. w stosunku do tych oferowanych np. na Wolinie.

 

Oglądając krajki czy ozdoby nie dało się nie zauważyć przewagi motywów solarnych. Swastyka, budząca wśród wielu takie kontrowersje, wydaje się być ulubionym symbolem Litwinów. Oczywiście nie oznacza to ich nazistowskich sympatii. Sporą popularnością cieszą się mające duże znaczenie w bałtyjskiej mitologii żmije ułożone właśnie w ten symbol. W sobotnią noc przy akompaniamencie bębnów i śpiewów została spalona słomiana swastyka. Muszę przyznać, że płonące swastyki kojarzą mi się dosyć jednoznacznie, jednak nie widziałem przez wszystkie dni festiwalu nikogo „zamawiającego pięć piw” jedną ręką.

 

Najważniejsza dla Menuo Juodaragis jest muzyka. Zaproszono na tyle różnorodne zespoły, że ani miłośnicy autentycznej muzyki folkowej ani zwolennicy folk metalu czy elektroniki nie byli rozczarowani. Największe gwiazdy tj. Rome, Fire + Ice oraz Changes szufladkowane są jako zespoły neofolkowe. Forma ekspresji była dosyć oszczędna, wykonawcy pozostawali statyczni, raczej nie wchodzili w interakcję z publicznością. Więcej „ognia” dawały, co oczywiste zespoły metalowe i folkowe. Najbardziej żywiołowy folkowy koncert dało łotewskie Auli. Obserwuję tę grupę dudziarzy i bębniarzy na każdej edycji i za każdym razem jestem pod wrażeniem tego, jak potrafią porwać publiczność.

 

menuo4

Kulgrinda, która jest chyba najbardziej znanym litewskim zespołem folkowym przygotowała rytuał otwarcia festiwalu. Członkowie tej grupy prowadzonej przez Jonasa Trinkunasa corocznie zajmują się oprawą zgodną z pogańską duchowością. Występy tej rytualnej grupy nie powalają ekspresją ale autentyzmem wykonania pradawnych pieśni zwanych dainami.

 

Tradycje wokalne sąsiadów zaprezentowało Grodis z Łotwy. Oprócz archaicznego śpiewu wzbogaconego dźwiękami bębnów, trombity i drumli uwagę przykuwały pięknie haftowane stroje wykonawców. W połączeniu z leśną scenerią i piękną pogodą koncert na pewno zapadnie słuchaczom na długo w pamięci.

 

Organizatorzy Menuo Juodaragis po raz kolejny udowodnili, że potrafią przedstawić kulturę swojego narodu w atrakcyjny sposób, nie skupiając się tylko na walkach wojów czy „suchych” wykładach. Trzeci raz zobaczyłem głównie Litwinów i Łotyszy, dumnych z własnego dziedzictwa. Na festiwalowym polu można było spotkać zarówno nastoletnich metali czy gotów jak i rodziny z dziećmi czy małżeństwa w kwiecie wieku. Chyba bardziej rzucali mi się w oczy punkowcy w koszulkach z Che Guevarą niż skinheadzi. Nie widziałem ani nie słyszałem o żadnej bójce, nie odczułem także antypolskiego nastawienia Litwinów. Poczułem za to, zgodnie z obietnicami organizatorów, że tutaj bije serce pogańskiej Europy.

 

Tomasz Wiśniewski