O kobietach, wikingach i końcu świata – Nordalia 2013

6 listopada 2013

Co roku jesienią w kilkunastu miastach Śląska i Zagłębia odbywa się poświęcony krajom skandynawskim festiwal Nordalia – duża atrakcja dla wszystkich miłośników bliższej i dalszej Północy. W tym roku miała miejsce już dwunasta edycja. Od ładnych paru lat planowałam wybrać się w październiku przynajmniej na kilka dni w tamte okolice. Niestety obowiązki zawodowe mają przykry zwyczaj uniemożliwiania dłuższych wypraw. Zwłaszcza że podróż koleją z Poznania do Katowic to obecnie przedsięwzięcie porównywalne z lotem do Oslo czy Sztokholmu. Do wyjazdu na tegoroczny festiwal zmotywowała mnie obecność w programie aż czterech wydarzeń z udziałem Elżbiety Cherezińskiej, autorki poświęconej czasom wikingów tetralogii „Północna Droga”. I tak oto 10 października o godzinie, o której zazwyczaj każdy porządny tłumacz-sowa przewraca się na drugi bok, ewentualnie dopiero kończy pracę i idzie spać, wysiadłam z pociągu na dworcu w Katowicach.

 

Nordalia2

Zdjęcie autorstwa Marty Petryk.

 

Swój dwudniowy udział w trwającym prawie trzy tygodnie festiwalu rozpoczęłam od wysłuchania debaty na temat sytuacji kobiet dawniej i dziś w krajach nordyckich i w Polsce. W debacie udział wzięli Ambasador Szwecji Staffan Herrström, Konsul Honorowy Norwegii Marian Mikołajski, Dorota Rozmarynowska – Enzanza z Duńskiego Instytutu Kultury, dr Magda Fres – psycholożka i life coach, Magdalena Pramfelt z Polsko-Szwedzkiej Izby Gospodarczej oraz Elżbieta Cherezińska. Debatę moderował dr Jakub Morawiec z Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego.

 

W powszechnym przekonaniu kraje skandynawskie jawią się jako daleko bardziej zaawansowane w zakresie równouprawnienia płci niż wiele innych państw europejskich, w tym Polska (ku zazdrości niektórych Polek i Polaków oraz zgrozie i przerażeniu innych). Nie zaskoczyły mnie więc wypowiedzi zaproszonych gości na temat dużego udziału Norweżek, Szwedek i Dunek w życiu politycznym i zawodowym oraz równie dużego udziału Norwegów, Szwedów i Duńczyków w wychowaniu dzieci, promowania takiego stylu życia przez państwo oraz sukcesów w dążeniach do zapewnienia jak największej liczbie dzieci miejsca w przedszkolu. Mimo tego wciąż pojawiają się w Skandynawii głosy, że obecna sytuacja pozostawia jeszcze trochę do życzenia. Dowiedzieliśmy się też, że Polce marzącej o karierze oficera marynarki łatwiej jest nauczyć się duńskiego i skończyć odpowiednią szkołę w Danii niż starać się zrealizować swoje marzenie w Polsce. Jednak także polskie społeczeństwo odeszło od sztywnego zakresu ról płciowych na rzecz szerokiej gamy wyborów, oczywiście ograniczonych takimi czynnikami jak środowisko, w którym się obracamy. Zastanawialiśmy się też, w jakim stopniu nasze opory przed podejmowaniem uważanych za nietypowe ról, uwarunkowane są barierami mentalnymi, których istnienia często nie jesteśmy świadomi. Co naprawdę powstrzymuje polskich mężczyzn przed podjęciem się roli douli – osoby wspierającej emocjonalnie rodzącą?

 

Nordalia6

Zdjęcie autorstwa Marty Petryk.

 

Dzięki średniowiecznemu wątkowi debaty dowiedzieliśmy się, że pozycja kobiety skandynawskiej ma swoje źródło już w czasach odległych o ponad tysiąc lat. Żyjące w nieprzyjaznym środowisku Skandynawki zawsze musiały wykazywać się dużą samodzielnością u zaradnością, aby przetrwać. Cieszyły się też wieloma prawami, których nie miały współczesne im kobiety w wielu innych częściach Europy, warto wspomnieć chociażby prawo do rozwodu. Sagi i mitologia, a nie zapominajmy, że stanowią one w dużym stopniu odzwierciedlenie sytuacji napotykanych w życiu codziennym, wskazują też na to, że czasami i mężczyźni i kobiety musieli wchodzić w nietypowe dla siebie role, aby przeżyć w ekstremalnych sytuacjach. Można tu przywołać „Sagę o Grenlandczykach”, w której opuszczona przez towarzyszy ciężarna kobieta z powodzeniem stawia czoła napastnikom, a jakiś czas później ojciec dziecka rozcina własną pierś, aby nakarmić syna i uratować go w ten sposób przed śmiercią z głodu.

 

Tego samego dnia i następnego miałam jeszcze okazję uczestniczyć w trzech spotkaniach z Elżbietą Cherezińską, poświęconych w całości czasom wikingów. W pięknej Willi Fitznera w Siemianowicach Śląskich wysłuchaliśmy wykładu na temat nordyckich wierzeń dotyczących życia pozagrobowego, o niezwykle intrygującym tytule „Fajne chłopaki idą się bić. Grzeczne dziewczynki idą do piekła. Co można robić po śmierci według mitologii nordyckiej?”. Natomiast dzień później odbyły się w Miejskich Domach Kultury „Szopienice” i „Południe” spotkania z młodzieżą z okolicznych szkół, „Młode wilki płyną na wiking. Świat między etosem wojownika a codziennością rabusia” oraz „Braterstwo krwi, czyli jak wikingowie wybierali sobie rodzinę”. Tematy z pozoru różne, lecz pewne charakterystyczne wątki pojawiały się we wszystkich.

 

Nordalia5

Zdjęcie autorstwa Marty Petryk.

 

Przede wszystkim: to ludzie tworzą bogów. Na swój obraz i podobieństwo. Życie wikingów zdominowane było przez walkę o przetrwanie w nieprzyjaznym środowisku, a impuls do ich słynnych na cały świat wypraw stanowił brak wystarczającej ilości pożywienia dla rozwijającej się wyniku czasowego ocieplenia klimatu populacji. Wikiński wojownik znaczną część życia spędzał na łodzi, przystosowanej raczej do sprawnego przemierzania mórz i cichego podpływania pod przybrzeżne wioski w celu złupienia nie przeczuwających niczego złego mieszkańców niż do zapewnienia załodze minimum ochrony przed deszczem i wiatrem. Miał też dużo większą szansę zginąć w walce, co wiązało się często z wielogodzinną paskudną i bolesną agonią, niż umrzeć ze starości we własnym łóżku. W czasie, gdy wikingowie zajęci byli zarabianiem w swoisty sposób na życie, ich żony samodzielnie stawiały czoła trudom egzystencji w niegościnnym klimacie oraz rabusiom ostrzącym sobie zęby na majątek pozostawiony bez opieki gospodarza.

 

Podobnie wygląda też świat bogów nordyckich oraz wyobrażenia o życiu po śmierci. Bogowie są śmiertelni, daleko im do wszechmocy i podobnie jak ludzie podlegają przeznaczeniu. Znają swój los do końca – wiedzą, że zakończy go ostateczna bitwa, w której zginie większość bogów i zakończy się świat, jaki znają. Człowiek to zabawka w ręku kapryśnych Asów i Wanów. Najdzielniejsi wojownicy idą wprawdzie po śmierci do Walhalli, gdzie spędzają czas na niekończących się ucztach i walkach, nie trafiają tam jednak z powodu dobroci serca Odyna. Stanowią przyszłą armię szkolącą się z myślą o udziale w bitwie u kresu dziejów, w której wszyscy polegną. Wikińskie kobiety, które dużą część życia spędzają rozdzielone ze swoimi mężami, po śmierci opuszczają ich na zawsze, trafiając do ponurego królestwa podziemnego, którym włada straszliwa Hel w połowie mająca postać zwykłej kobiety, a w połowie rozkładających się zwłok. Do królestwa Hel dostają się też mężczyźni, którzy nie zginęli w bronią w ręku, co oznacza, że nawet najdzielniejszy wojownik, któremu zdarzy się umrzeć w wyniku choroby lub zginąć przypadkiem, traci szansę na godną egzystencję w Walhalli. Co więcej, nawet najdzielniejszy, poległy w walce wojownik może mieć zwykłego pecha. Jeżeli Odyn ani mająca prawo do połowy poległych bogini Freya nie zwrócą na niego uwagi, trafi do krainy Hel. Nic więc dziwnego, że chrześcijaństwo, oferujące po śmierci wspólne zaświaty dla wszystkich mężczyzn i kobiet, często wydawało się tym ostatnim atrakcyjną alternatywą dla dawnych wierzeń (nie wspominając już o bonusie, jakim dla kobiet był zakaz posiadania przez mężczyznę więcej niż jednej żony).

 

Nordalia1

Zdjęcie autorstwa Marty Petryk.

 

Specyficzne warunki życia sprawiały, że jedną z najwyżej cenionych cech mężczyzny była jego przydatność w walce, stąd straszna sława berserków, zamieniających się w bitwie w dzikie bestie, niewrażliwe na ból, niosących śmierć i zniszczenie przeciwnikowi. Do dziś krążą różne teorie co do tego, w jaki sposób berserkowie wprowadzali się w szał bitewny. Przetrwanie nie było też możliwe bez solidnego wsparcia, najlepiej w postaci własnego rodu. Nie zawsze jednak było to takie proste. Wikingowie nie mogli wprawdzie jeszcze mówić, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, ale zdawali sobie sprawę, że własny rodzony brat może stanowić poważną konkurencję w kolejce do dziedziczenia albo po prostu być sprowadzającym na całe otoczenie nieszczęście pechowcem, którego nikt rozsądny nie zabierze na wyprawę. Stąd potrzeba samodzielnego dobierania sobie rodziny poprzez rytuał braterstwa krwi, tworzący nierozerwalne więzy, silniejsze niż te między rodzonymi braćmi. Stąd też kolejne odsłony odwiecznej ludzkiej hipokryzji, podpowiadającej, jak w razie potrzeby pozbyć się brata krwi lub jego potomstwa, nie plamiąc przy tym własnych rąk.

 

Czytelnicy „Północnej Drogi” bez trudu mogli odnaleźć we wszystkich trzech wystąpieniach motywy, które znalazły się w książkach. A ci, którzy jeszcze nie wybaczyli autorce braku standardowego szczęśliwego zakończenia, mieli okazję dowiedzieć się, że historia oparta na kanwie opowieści o Ragnaröku, końcu świata bogów, po prostu nie może skończyć się dobrze. Obowiązkowe jej elementy to Norny wiążące skomplikowane supły na niciach życia, sytuacje, z których nie ma dobrego wyjścia, bratobójcza walka oraz długa zima Fimbul niosąca zagładę znanemu nam światu. Mam jednak nadzieję, że żadna zima nie przeszkodzi mi pojechać na Nordalia w przyszłym roku.

 

Marta Petryk