Wywiad z Patrycją Makowską, autorką cyklu zdjęć pt. „Dziewięć światów”

27 września 2017

Pomysł był wypadkową mojego zainteresowania zorzą polarną

oraz pracą nad tworzeniem oprawy graficznej słuchowiska

„Hávamál: Pieśni Najwyższego”

w przekładzie Apolonii Załuskiej-Strömberg.

Łukasz Malinowski: Skąd wziął się pomysł na projekt „Dziewięć światów”?

Patrycja Makowska: Pomysł był wypadkową mojego zainteresowania zorzą polarną oraz pracą nad tworzeniem oprawy graficznej słuchowiska „Hávamál: Pieśni Najwyższego” w przekładzie Apolonii Załuskiej-Strömberg. Dzięki wielu fantastycznym osobom powstała produkcja, do której potrzebna była nietuzinkowa okładka. Skłoniło mnie to do poszukiwania czegoś wyjątkowego, a tym niewątpliwie są właśnie zdjęcia lotnicze. Łukasz Narolski, inicjator Projektu EDDA, zaproponował, by cykl moich prac ukazujących różnorodną, a jednocześnie nieprzeniknioną przestrzeń Islandii nazwać właśnie „Dziewięć światów”. Jest to świadome nawiązanie do znanej z mitologii skandynawskiej opowieści o drzewie życia, Yggdrasilu, który łączy dziewięć światów.

Gdzie wykonano zdjęcia?

Na południu Islandii, z pokładu avionetki Cesna 154 sterowanej przez bardzo doświadczonego pilota, a zarazem mojego serdecznego przyjaciela, Reynira Ragnarsona.

 

Możesz nam zdradzić kilka tajemnic warsztatowych? Jak się robi zdjęcia z powietrza?

Zdjęcia z powietrza? To bardzo proste! Wsiadasz do samolotu, lecisz, potem otwierasz małe okienko i po prostu naciskasz przycisk w aparacie, aby uruchomić migawkę.

Fotograf ma w sobie tą czarodziejką moc, że potrafi unieruchomić daną chwilę i zamknąć ją na kawałku papieru. A jednak czasem, jak na niektórych Twoich zdjęciach, ta chwila wcale nie wydaje się zastygła, a wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że te skandynawskie światy drwią sobie z prób unieruchomienia ich, bo cały czas są aktywne i władają wyspą. A jak Ty to widzisz? Czy majestat islandzkiego krajobrazu nadal wpływa na społeczeństwo i kulturę Islandii? Czy natura wciąż jest ważna dla człowieka nowoczesnego?

Cieszę się z tego pytania, bowiem podkreśla ono wyjątkowość i niepowtarzalność Islandii. Ruchy płyt tektonicznych, aktywność sejsmiczna i wulkaniczna, gigantyczne fale sztormowe, ulewne deszcze, huraganowe wiatry oraz śnieżyce. Wszystko na tej wyspie żyje! Robiąc zdjęcia maluję obrazy – tak absolutnie po swojemu – jak tylko mi wyspa na to pozwoli.

W moim odczuciu islandzkie społeczeństwo staje się coraz bardziej konsumpcyjne. Zaczyna gnać za wygodami oraz dobrami materialnymi. Mieszkańcy zapominają w jakim miejscu żyją i jak delikatny, a jednocześnie silny, organizm posiada to miejsce. Ogromna ilość turystów z całego świata, brak odpowiedniego zaplecza logistycznego (toalet, koszy na śmieci czy miejsc campingowych) oraz roszczeniowa postawa gości odwiedzających tę małą krainę coraz bardziej wpływają na utratę niepowtarzalnego klimatu oraz mają negatywny wpływ na całe środowisko naturalne. Jest to jest bardzo niebezpieczne, bo przez to Islandia może bezpowrotnie stracić swój unikalny urok i magię.

Oglądając twoje fotografie słyszę muzykę. Jest to pieśń wiatru podczas zamieci, trzask topniejących i powoli wędrujących lodowców, szemranie rzek wijących się między skałami, a także bezgraniczna, monumentalna cisza, jaką można usłyszeć tylko na pustkowiach. Przypomina mi się skandynawska muzyka psychodeliczna, która garściami czerpie z północnych krajobrazów. A jak jest u Ciebie? Czy muzyka cię inspiruje i wpływa na twoją pracę?

Muzykę na Islandii słychać w każdym domu, w każdej wiosce, farmie czy mieście. Jest nieodłącznym elementem tutejszego życia. Szum kapryśnego oceanu, uderzenia fal o brzeg, odgłosy tysięcy ptaków czy szmer wodospadu, tworzą unikalna orkiestrę pełną niespotkanych dźwięków. Krople spadające w jaskini czy drżenie liści na wietrze powodują, że cisza potrafi być wymowna i bardzo „głośna”. Oksymoron, nie, to właśnie owe szmery, szepty tworzą ten magiczny świat. Wszystko to jest dla mnie wielką inspiracją.

Niekiedy dzieli się artystów na tych, którzy postrzegają świat obrazem i na tych, którzy myślą i tworzą słowem. Jak jest u Ciebie? Obraz jest dla Ciebie najważniejszą metodą opisywania rzeczywistości?

Od dziecka marzyłam aby zostać malarką pejzażystką, ale niestety życie spowodowało, a może bardziej wymusiło, inne wybory. Jednak moja potrzeba wyrażania świata stała się silniejsza i właśnie wtedy pojawiła się fotografia. Fotografia, która pomaga prezentować mój punkt widzenia świata. Teraz mieszkam na Islandii, a kiedyś byłam w Polsce i Anglii. Życie się zmienia, nie wiemy co będziemy robić za rok; nikt nie da nam na to żadnej gwarancji. Ważne, aby wokół siebie kreować własny świat. Widzieć piękno i cieszyć się nim. Proste rzeczy są najważniejsze!

 

Z Patrycją Makowską rozmawiał Łukasz Malinowski.